Aktualności

Rynek pracy w Polsce a stan gospodarki – rozdwojenie jaźni…

13.09.2018

Pensje rosną…

Rząd RP ogłosił kilka dni temu swój werdykt w kwestii wysokości ustawowego wynagrodzenia minimalnego na rok 2019. Ma być przynajmniej 2250 zł brutto za etat lub przynajmniej 14,70 zł brutto za godzinę pracy. Zgodnie z przypuszczeniami wszystkich zainteresowanych rząd uległ presji związków zawodowych (i słupków wyborczych) serwując rynkowi kolejny rok z rzędu potężną podwyżkę tych stawek. Analitycy Envistar.Biz oczywiście zwracali już wcześniej uwagę, że na dzień dzisiejszy próg ustalony na tak wysokim poziomie w rzeczy samej nie powinien być dużym problemem dla pracodawców, gdyż i tak dominują już na rynku stawki wynagrodzeń znacznie wyższe. Z naszych analiz wynika, że najczęściej proponowany poziom wynagrodzenia dla niewykwalifikowanych pracowników fizycznych to obecnie od 2300 zł brutto do 2400 zł brutto i odpowiednio właśnie od 14,00 zł brutto do 15,00 zł brutto za godzinę. Zatwierdzona przez rząd podwyżka zatem jedynia podąża za trendem.

Polska gospodarka też rośnie, ale jakoś inaczej

Jednym z argumentów strony rządowej za wysokimi podwyżkami jest aktualny stan polskiej gospodarki. Chodzi nie tylko o rozgrzany do czerwoności rynek pracy (liczba wolnych miejsc pracy w gospodarce w lipcu 2018 roku wynosiła około 150 000), lecz także o dynamicznie rosnący poziom PKB. Można byłoby rzec, że jest pięknie i tak odbiera to statystyczny obywatel. W szczególności tak odbierają to niewykwalifikowani pracownicy fizyczni oczekujący znacznie wyższego poziomu wynagrodzeń właśnie w związku z „bogactwem kraju”.

Niestety, jest to obraz zaburzony przez stronę rządową na potrzeby narracji politycznej. Eksperci zwracają uwagę na szereg czynników negatywnych, w tym szczególnie na nieprawidłową i, niestety, utrwalaną obecnie rządowymi decyzjami strukturę branżową naszej gospodarki. Opinie te jednak nie przebijają się do „mainstreamu” polskich mediów jako niezgodne z propagandą sukcesu.

Nie znaczy to jednak, że nie warto ich przedstawiać. Może gdzieś, kiedyś, ktoś jednak pochyli się nad problemem i wywoła narodową dyskusję na ten temat.

My pozwalamy sobie tutaj skromnie zaprezentować dwa wykresy, opublikowane w ostatnich dniach przez Eurostat (unijny urząd statystyczny). Jeden z nich pokazuje dynamikę wzrostu zatrudnienia w gospodarkach poszczególnych państw UE (i jest chętnie nagłaśniany przez rząd jako dowód na bardzo dobrą sytuację w gospodarce). Drugi natomiast odnosi się do mało znanego, a kluczowego w ocenie rzeczywistego stanu rozwoju kraju wskaźnika, dochodowości gospodarki. Wskaźnika wyrażonego dochodowością z kilograma zasobu. Wskaźnik ten, mówiąc obrazowo, pokazuje, ile za kilogram zużytego surowca dany kraj może „kupić” innych dóbr. W ogólnorządowej (i związkowej) narracji tego wykresu już Państwo nie zobaczycie. Zatem życzymy miłego patrzenia i refleksji nad żądaniami płacowymi czy zachwytami w sprawie polskiej gospodarki. My patrząc na nie doznajemy rozdwojenia jaźni. Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle…

(Wyjaśnienie dla niewtajemniczonych: Polska gospodarka na tle innych krajów jest za bardzo oparta na wykorzystaniu zasobów naturalnych na potrzeby mało dochodowych branż produkcyjnych, choćby przemysłu ciężkiego, czy usług o niskiej wartości dodanej, na przykład montażu podzespołów. Nasz kilogram węgla, mówiąc wprost, zużywamy na przedsięwzięcia o bardzo niskiej dochodowości. Niska dochodowość przekłada się na małą siłę nabywczą pensji polskiego obywatela, znacząco odstającą od możliwości zakupowych obywateli innych państw UE, z którymi polscy związkowcy tak chętnie się porównują. Chodzi o to, że porównania te dotyczą tylko poziomu wynagrodzeń, a skrzętnie pomijają problem generalnej niskiej dochodowości gospodarki, utrwalanej „strategicznymi” decyzjami rządowymi o inwestowaniu w wydobycie węgla czy energetykę opartą na węglu. W tym samym czasie ujawniają się już też pierwsze raporty o zmarnowaniu przez Polskę kolejnej rundy pomocy UE na rozwój nowych technologii czy wspieranie innowacyjności. Większość projektów „innowacyjnych” ostatnich lat była zwykłym marnotrawstwem często kwalifikującym się nawet do postępowań prokuratorskich).